TPL_GK_LANG_MOBILE_MENU

Historie pacjentów

Monika, 15 lat

Pierwsze symptomy choroby pojawiły się u Moniki na początku lata, gdy przebywała wraz z rodzicami w szkockim Glasgow. Piętnastolatka zaczęła wykazywać niespotykaną wcześniej nadpobudliwość i agresję, a jej zachowanie stawało się z dnia na dzień coraz bardziej niezrozumiałe - obsesyjnie zamykała drzwi tłumacząc to lękiem przed napaścią, wpadała w histeryczny śmiech zupełnie bez powodu. Początkowo rodzice Moniki byli przekonani, że to efekt trudnego okresu dojrzewania, ale kiedy do objawów dołączyły wymioty, ostre bóle głowy, drgawki, halucynacje i odrętwienia kończyn  - postanowili działać. Monika trafiła do szpitala gdzie podjęto próby zdiagnozowania niepokojącej przypadłości nastolatki. Niektórzy lekarze sugerowali, że przyczyną może być mononukleoza (miały na to wskazywać powiększone węzły chłonne), inni twierdzili, że niespotykane objawy to przejaw zwykłego przemęczenia. Tymczasem stan nastolatki pogarszał się - Monika gryzła, drapała, uderzała wszystkich wokoło, powtarzając przy tym niezrozumiałe sylaby i zwroty. Przełom nadszedł dopiero za sprawą naukowców z uniwersytetu Oxforda, którzy zdiagnozowali u Moniki schorzenie z klasy chorób związanych z przeciwciałami atakującymi specyficzny rodzaj receptorów w mózgu - receptory NMDA. Rola tych receptorów polega na wysyłaniu i odbieraniu chemicznych sygnałów pomiędzy neuronami. Zaburzenia w tym obszarze okazały się być powodem niecodziennych zachowań Moniki. Niesprawne NMDA oddziałują bowiem przede wszystkim na hipokamp, a więc główny ośrodek uczenia się i pamięci oraz na płat czołowy, odpowiedzialny za funkcje wyższe i osobowość. Dopiero szczegółowe badania w tym kierunku umożliwiły poprawne zdiagnozowanie choroby i wdrożenie skutecznej terapii. Dwa miesiące później Monika wyszła ze szpitala i cieszy się dziś pełnią zdrowia - po chorobie nie zostało ani śladu.

Na podstawie artykułu pt. "Ognisko w mózgu", 03.12.2013, Polityka, artykuł dostępny na stronie www

Susannah, 24 lata

Nowojorska dziennikarka Susannah Cahalan to osoba, która zdecydowanie najbardziej przyczyniła się do rozpowszechnienia informacji o chorobach związanych z przeciwciałami antyneuronalnymi. Jej książka "Umysł w ogniu" sprzedała się w milionach egzemplarzy i została przetłumaczona na wiele języków (w tym polski). Autorka opisuje w niej krok po kroku swoje doświadczenia wyniesione z walki z chorobą - od momentu wystąpienia pierwszych objawów, przez trudny okres podejmowania nieskutecznych prób leczenia, do czasu postawienia prawidłowej diagnozy i całkowitego powrotu do zdrowia. 

Medyczny koszmar dwudziestolatki rozpoczął się w 2009 od inwazji pluskiew, przed którą ostrzegały ówcześnie amerykańskie media. Mimo dokładnego sprawdzenia mieszkania, a nawet zastosowania - wbrew zaleceniom specjalistów - silnego środka chemicznego, Susannah ciągle miała wrażenie, że po jej mieszkaniu grasuje groźne robactwo. Jakby tego było mało zaczęła bezpodstawnie oskarżać swojego chłopaka o zdradę. Zewsząd dopadały ją paranoiczne myśli.  W końcu, zmartwieni jej stanem bliscy i koledzy z pracy, zalecili jej by poddała się kompleksowym badaniom. Niestety - zabiegi w szpitalu okazały się bezskuteczne, a lekarze "zdiagnozowali" u Susanny jedynie przemęczenie i rzekome nadużywanie alkoholu (mimo, że piła go tylko sporadycznie). W tym czasie nieleczona choroba zaczęła postępować - do objawów dołączyły napady lęków i psychozy. Więcej światła na tajemniczą dolegliwość rzuciło dopiero, nieco przypadkowo, wykonanie nakłucia lędźwiowego. Lekarze zaczęli podejrzewać u dziennikarki zapalenie mózgu co potwierdziły dodatkowe badania. U Susanny wykryto przeciwciała przeciwko receptorom NMDA i tym samym lekarze zyskali już pewność odnośnie choroby Susanny, wyjaśniła się również tajemnica postępującej dezintegrację osobowości. Pacjentka została niezwłocznie poddana immunoterapii i gdy ta okazała się skuteczna - lekarze zezwolili dziennikarce na odbywanie rekonwalescencji we własnym domu. W krótkim czasie Susannah powróciła do zdrowia, a swoją nieprzyjemną przygodę opisała w książce "Umysł w ogniu". Jak sama mówi - "dedykuje ją wszystkim bez diagnozy".

Na podstawie książki Susany Cahalan pt. "Umysł w ogniu", 2013, Wydawnictwo Filia

Milena, 20 lat

Wszystko zaczęło się od drżenia prawej ręki. Lekarz z Elbląga, który badał przypadłość Mileny jako pierwszy, uznał, że ma to związek z chorobą o podłożu psychiatrycznym i zdecydował o wysłaniu dziewczyny na dalsze badania do szpitala psychiatrycznego we Fromborku. Milena nie zgodziła się na to i po wizycie u lekarza wróciła do domu. Jej stan zaczął się drastycznie pogarszać - pojawiły się wymioty oraz problemy z chodzeniem i mówieniem. Dziewczyna znów trafiła na pogotowie i znów lekarze odesłali ją na oddział psychiatryczny na który Milena trafić nie chciała. Pani Dorota, mama nastolatki, broni decyzji córki: "Moja córka miała wtedy 40 stopni gorączki. Czy od choroby psychicznej ma się temperaturę?". Ostatecznie jednak kobiety zdecydowały się na wizytę na oddziale psychiatrycznym we Fromborku. Tam jednak okazało się, że nie ma miejsc i obie Panie zostały odesłane z powrotem do szpitala wojewódzkiego w Elblągu, gdzie przyjęto Milenę na oddział intensywnej terapii. Dopiero na OIOM-ie lekarze zaczęli podejrzewać u dziewczyny zapalenie mózgu. W końcu, po nietrafionych diagnozach i odsyłaniu od szpitala do szpitala - lekarze rozpoczęli właściwe i zakończone sukcesem leczenie. 

Dziennik Elbląski, 24.09.12, artykuł dostępny na stronie www

Michalina

W tych dniach doszło do wiadomości Policji w Sieradzu niesamowite doniesienie, a mianowicie, że w Żelisławie gm. Gruszczyce pow. Sieradzkiego miał miejsce okropny wypadek nawiedzenia włościanki przez djabła, który całkowicie opętał kobietą i mimo wszelkich zabiegów wytrawnego znachora nie chciał wyjść z niewiasty. Zaintrygowany doniesieniem komendat powiatowy w Sieradzu delegował na miejsce Kilku funkcjonarjuszów P. P., którzy - po przybyciu do Żelisławia ustalili co następuje: Przed kilku dniami miejscowa wieśniaczka Michalina Klimek zasłabła, czując gwałtowne bóle głowy. Wkrótce po zasłabnięciu Klimkowa zaczęła mówić "od rzeczy" ,czem zaniepokojeni domownicy chorej zwrócili się do znachora ze wsi i gm. Wójków, Mateusza Siątczaka, o poradą i pomoc. Siątczak po krótkiej djagnozie ustalił, iż Klimkowa jest nawiedziona przez djabła. Znachor podjął się uwolnić opętaną od nieporządanego gościa, który "siedząc w niej" powodował, iż mówiła różne głupstwa. Opłata za wykurowanie z tak ciężkiej choroby była, jak na ogrom nieszczęścia bardzo nieznaczna. Znachor zaaplikował chorej lekarstwo, poczem kazał jej związać włosy w węzeł i wysmarować głowę naftą. Następnie polecił znachor wysmarować kota olejem poczem, obróciwszy go trzy razy dookoła głowy chorej - kazał go przywiązać w nogach na tak długo, aż djabeł z chorej nie wyjdzie, przyczem gdyby kot zdechł - miało to być dowodem, iż djabeł poszedł sobie zupełnie. Kot po paru dniach bezsilnych prób uwolnienia się z uwięzi, wśród przeraźliwych wrzasków zdechł istotnie, lecz chora mimo to nie wyzdrowiała, a nawet - po zażyciu lekarstwa znachorowego, gorączka wzmogła się jeszcze. Stwierdziwszy powyższe funkcjonariusze P. P. przywołali bezzwłocznie lekarza, który ustalił, iż Klimkowa jest chora na zapalenie mózgu. W bardzo ciężkim stanie przewieziono chorą do szpitala Sw. Józefa w Sieradzu. Znachora przytrzymano do szczegółowego ustalenia, jakiemi środkami leczył on chorą. Jaki też ten świat jeszcze zacofany.

Kurjer Zachodni, 1930.10.04 nr. 80 Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa, pisownia oryginalna

 

Strona Euroimmun.pl wykorzystuje cookies. Korzystając z tej strony internetowej, dajesz zgodę na używane plików cookie. Aby uzyskać więcej informacji odwiedź naszą politykę prywatności.

Akceptuję pliki cookie dla tej strony >